SayYes Blog logo
Wyjątkowe przyjęcia. Takie były wesela w latach 70-tych

Wyjątkowe przyjęcia. Takie były wesela w latach 70-tych

Jako że sezon ślubny tuż przed nami i temat różnych weselnych aranżacji wciąż powraca zacząłem się zastanawiać, jak to wyglądało dawniej, zanim branża ślubna na dobre się u nas rozkręciła. Postanowiłem porozmawiać z kimś, kto w tamtych latach miał własny ślub i wesele. Zaprosiłem do wywiadu osobę, która brała ślub w latach 70-tych w małej miejscowości na podkarpaciu.

Krysiu, w którym roku brałaś ślub?

To był rok 1973. Najpierw 6-go czerwca wzięliśmy Ślub Cywilny a potem 30-go Kościelny.

To już prawie 45 lat temu! Gdzie odbyło się Wasze wesele?

Wesele w lokalu gastronomicznym w tamtych czasach to była rzadkość. Przyjęcia organizowało się na podwórku albo w wynajętych salach typu remiza strażacka, świetlica. Nasze odbyło się w domu moich rodziców, w ogrodzie. Tato zbudował taki a ’la namiot polowy, w których poustawiane były stoły i ławki, również samodzielnie wykonane. 

No to sporo pracy! Skoro wesele odbyło się w domu to kto przygotowywał potrawy?

Ja z mamą oraz najbliższe trzy sąsiadki. Naszym zadaniem było przygotowanie bigosu, gołąbków, wędlin z uboju własnego oraz upieczenie ciast. Pamiętam, że był makowiec, sernik, bułka drożdżowa i 2 torty. Prace rozpoczynałyśmy już w środę i trwały do samej soboty.

Czy na weselu podawano alkohol?

Tak. W tamtych czasach nie było za wielkiego wyboru. Była „czysta” i Żytniówka.

Kogo zaproszono na wesele?

Mieliśmy 120 gości. Obie rodziny, przyjaciele i sąsiedzi. W tamtych czasach zapraszano do 5go sąsiada z każdej strony. 

Jaką suknię miałaś?

Do ślubu miałam dwie sukienki: czerwoną  - na ślub cywilny i długą, białą na ślub kościelny i wesele.  Biała suknia była z żorżety i została uszyta przez zaprzyjaźnioną krawcową ze wsi obok. 

Ale Wasze zdjęcia nie są chyba od fotografa?

Nie, robił je kuzyn z rodziny męża. Są czarno – białe  i nie ma ich za wiele. Nigdy nie byliśmy w studiu u fotografa. 

Jakie prezenty dostaliście?

Prezenty były skromne, ale każdy sprawił nam wielką radość. Dostaliśmy m.in. obrusy, zastawę stołową, bieliznę pościelową, ręczniki, koce i pieniądze.

Do tańca grała zamówiona orkiestra i wszyscy świetnie się bawili w rytm ludowych piosenek i przyśpiewek.

A czym jechaliście do ślubu?

Furmanką. Czyli wozem zaprzęgniętym w dwa konie. Ważne było, żeby konie były tej samej maści. W sumie to nie wiem dlaczego :)

Były jakieś oficjalne zaręczyny?

Mój mąż przyszedł z rodzicami do mich rodziców jakoś w maju i porozmawiali o ślubie, ale nie było padania na kolano. Dostałam też srebrny pierścionek.  

Co najbardziej zapamiętałaś z tamtych wydarzeń? 

Radość, życzenia, dobrą zabawę i szczęście.

Bardzo dziękuję ci za te szczere  wypowiedzi :)

To zdumiewające, że nasi rodzice i dziadkowie potrafili zorganizować ślub i wesele w niespełna 2 miesiące i to bez pomocy profesjonalistów. Dziś taka decyzja być może spotkałaby się z krytyką. W końcu żyjemy w innych czasach, mamy inne oczekiwania, możliwości. Ale coś, co na pewno możemy skopiować od naszych przodków to dbałość o związek i jego nierozerwalność. To umiejętność przeżycia razem w zgodzie i szczęściu  kilkudziesięciu lat…

Umiejętności pójścia na kompromis i wzajemnego szacunku. Czego wszystkim parom życzę. 

Prezes i współwłaściciel czterogwiazdkowego Hotelu Witek w Krakowie. Specjalizuje się w organizacji niezapomnianych wesel. Maksymalista, dla którego świadczenie usług na najwyższym poziomie jest pasją i naturalną potrzebą.

Facebook
O nas


Zrzeszamy wybitnych ekspertów z branży ślubnej, którzy za pomocą tego bloga postarają się Państwu pomóc w podejmowaniu decyzji związanych ze ślubem.

W naszych artykułach znajdziecie Państwo szereg cennych porad opartych na naszym wieloletnim doświadczeniu. Zachęcamy również do odwiedzenia naszego działu ekspertów, gdzie można zadać pytanie specjaliście z konkretnej dziedziny.